Przygody małego odkrywcy: Zobacz, co już potrafię!
Cześć Mamo i Tato!
Muszę Wam coś powiedzieć… jestem całkiem niesamowity! Każdego dnia uczę się i odkrywam coś nowego. Nie jestem już takim malutkim, nieśmiałym bobasem. Szczerze mówiąc, gdyby był konkurs na największego odkrywcę w naszym salonie zdecydowanie bym wygrał. Chcecie usłyszeć, co już potrafię? To słuchajcie!

Wyprawy malucha (0-2 lata): mały odkrywca w ruchu!
Na początku byłem trochę jak gąsienica. Pełzałem i czasem przewracałem się na plecy. Potem odkryłem, jak stanąć na czworakach i nagle cały świat stał się o wiele ciekawszy! Teraz potrafię mocno trzymać zabawki i rzucać je na podłogę (nigdy mi się to nie znudzi, naprawdę!).
Mój największy sukces? Pierwsze kroki! Na początku wyglądało to tak, jakby nogi wcale mnie nie chciały utrzymać, ale teraz biegam jak wiatr… no, prawie. I każdego dnia trenuję koordynację i równowagę, nawet o tym nie wiedząc.
Trzylatek-skoczek: mistrz ruchu!
Nie muszę już trzymać się Waszej ręki na schodach. Chodzę samodzielnie, a nawet stawiam naprzemiennie nogi. Potrafię podskakiwać w miejscu, a czasem nawet ustać na jednej nodze! Jazda na trójkołowym rowerku? Bułka z masłem.
Umiem rzucać i łapać piłkę, nawet jeśli nie zawsze trafia tam, gdzie chcę. To część mojej tajnej strategii. A kiedy biegnę i przeskakuję przeszkodę, czuję się jak prawdziwy superbohater.
To wszystko to część moich pierwszych prawdziwych ruchowych przygód i z każdym dniem sprawia mi to coraz więcej radości.

Czterolatek-akrobata: przygoda w akcji!
Potrafię ostrożnie chodzić po linii na ziemi. Gdyby więc między dwoma wieżowcami była lina, pewnie bym sobie poradził (no… może jeszcze chwilę poczekam). Przewroty w przód? Oczywiście! Skoki w dal? Żaden problem! A biegam tak szybko, że trudno mnie złapać.
Najlepsze? Potrafię omijać przeszkody jak ninja. Zaczynam też rozumieć, jak działa jazda na rowerze czy nartach. To dopiero przygoda! Każdego dnia ćwiczę nowe umiejętności ruchowe. Wkrótce będę skakać do wody jak trzeba albo jeździć na łyżwach bez przewracania się. Mam nadzieję.
Pięciolatek-mistrz: prawie superbohater!
Skaczę na jednej nodze jak kangur (wiem, że one używają dwóch nóg, ale i tak!). Zazwyczaj odróżniam lewą stronę od prawej. Potrafię nawet chodzić tyłem, co bardzo się przydaje, gdy ktoś mnie goni (zwłaszcza Tata, kiedy podejrzewa, że coś rozlałem).
Kiedy skaczę na skakance, potrafię zmieniać nogi i zrobić dziesięć skoków pod rząd. Hurra! A piłka? Umiem ją rzucić i kopnąć w odpowiednim kierunku. Najlepsze jest to, że potrafię pływać, jeździć na rowerze, na łyżwach i na nartach. Brzmi jak mały olimpijczyk, prawda?
A to jeszcze nie wszystko. Kiedy naprawdę się skupię, potrafię podrzucić piłkę wysoko i ją złapać. Przez większość czasu. Więc chyba mój rozwój fizyczny idzie całkiem dobrze!
Każdy dzień to nowe wyzwanie!
Każdy dzień jest jak zupełnie nowa wyprawa po skarby. Nigdy nie wiem, co uda mi się zrobić następnym razem! A wiecie, czego potrzebuję? Tylko przestrzeni do zabawy, odrobiny zachęty i Waszej cierpliwości.
To co, co ćwiczymy jutro? Skakanie po kałużach? Wspinanie się na kanapę?
Cokolwiek to będzie, na pewno stanie się kolejną wielką przygodą. Bo kiedy mam wystarczająco dużo ruchu, zabawy i radości uczę się najlepiej. I pamiętajcie, drodzy rodzice każde dziecko ma swoje własne tempo. To, że czegoś nie opanuje od razu, nie znaczy, że nigdy mi się nie uda.
Najważniejsze- cieszcie się razem ze mną moimi małymi (i dużymi) sukcesami.
Bez Was ta przygoda nie byłaby nawet w połowie tak wspaniała.
Wasz mały mistrz!